Moje potyczki z ortografią

Mogłoby się wydawać, że każdy z nas dobrze powinien znać zasady pisowni, a jednak ortografia sprawia nam niemało kłopotów. Pisząc na komputerze, program sam podkreśla błędy, łatwo więc je skorygować. Pisać poprawnie to wielka sztuka! To umiejętność, której trzeba uczyć się latami. Często korzystamy z gotowych druków, rzadziej czytamy książki. Tymczasem prawda jest taka, że bez wysiłku nic się nie osiągnie. I nie chodzi tylko o trudne wyrazy i rzadko używane, jak np. „gżegżółka”. W ostatnich latach coraz mniej punktów przyznawanych jest na maturze za ortografię. Łatwo możemy uzyskać zaświadczenie o dysleksji – więc nauczyciele odpuszczają, mniej uwagi zwracają na błędy. To rozleniwia i sprawia, że nie zastanawiamy się nad poprawną polszczyzną. A przecież warto poznać zasady i przeglądać słowniki.
W ostatnim czasie odbyły się dwa ważne dla mnie wydarzenia. Było to Eurodyktando w Katowicach i Jaworznickie Mistrzostwa Ortografii,  zorganizowane przez ZSP 1 po raz dziesiąty.
W Eurodyktandzie, które odbyło się w budynku Sejmu Śląskiego 9 listopada, poprawnie należało napisać słowa współcześnie używane, np. „boeing”, „hiphopowy”. Ileż błędów można zrobić w jednym wyrazie? W jaworznickim dyktandzie musiałem zmierzyć się z takimi wyrazami jak: megahit, srebrnoszary, Bożydar i inne. Wydają się łatwe, ale okazuje się, że nawet dobra znajomość zasad ortografii bywa niewystarczająca.  Liczy się każdy, nawet niewielki błąd. A do tego w grę wchodzą emocje. I tempo dyktowania! Lecz warto walczyć, ponieważ nagrody bywają cenne, jak np. wyjazd do Brukseli dla zwycięzców w Eurodyktandzie. Nie każdemu się udaje, wygrywają najlepsi, ale warto walczyć, warto uczyć się ortografii – chociażby dla własnej satysfakcji. Zdarzają się również oferty pracy dla zwycięzców. A to już całkiem niezła perspektywa na przyszłość.

Mateusz Jamróz

Reklamy