Wspaniałe chwile z miastem na wyspach

Środa, 11 lipca 2012 roku. Ta data długo będzie gościć w mojej pamięci, ponieważ to wtedy przeżyłam swoją pierwszą wizytę w kraju królowej Elżbiety II, w Wielkiej Brytanii.

Godzina 19.50, jestem niemalże rozrywana z wrażenia, za dosłownie kilka chwil będę znajdować się w samolocie do Anglii. O godzinie 20.00 zajmuję swoje miejsce w kabinie i już nie mogę się doczekać lądowania w Birmingham. Po niespełna trzygodzinnym locie wysiadam z samolotu, gdzie czeka już na mnie stary znajomy, który odwozi mnie do miejsca mojego zameldowania na czas pobytu.

Przez pierwsze dni staram się przystosować do klimatu, poznać miejscowe zwyczaje oraz okolicę, która jest zaskakująca. Po tygodniowym pobycie nawiązałam już kontakty z nowopoznanymi ludźmi. To znajomi przyjaciela, który odebrał mnie z lotniska. W trakcie zwiedzania miasta postanowiłam się dowiedzieć, jak się żyje w tym intrygującym kraju. Przeprowadziłam więc krótki wywiad.

– Jak ci się tutaj żyje? – zapytałam przyjaciela..

– Jest tu całkiem specyficznie. Widzisz, pogoda inna niż w Polsce, wilgotniejsze powietrze, lato chłodniejsze, za to zima cieplejsza, ale można się szybko przyzwyczaić, choć na początku jest ciężko.

– Ale co z językiem? – pytam dalej.

– To faktycznie problem. Chyba najtrudniej – śmieje się – jednak, gdy masz z nim cały czas do czynienia, musisz się nim posługiwać na co dzień, to uczysz się szybko. Nawet akcent chwytasz.  Lecz na początku strasznie kaleczyłem, ale z biegiem czasu sobie go wyrobiłem i normalnie się dogaduję.

– Rozumiem, a co z kulturą?

– Jeśli chodzi o angielskie zwyczaje, to wciąż  jeszcze nie przestawiłem się na popołudniową herbatkę – roześmiał się.  A poważnie – ciągle nie mogę się przyzwyczaić do ludzi, którzy tu mieszkają, chodzą po ulicach.  W Polsce rzadko spotyka się obcokrajowców, ludzie są podobni do siebie,  żyją według tych samych zasad, religii. A tu nieprawdopodobna różnorodność.  Każdy jest wychowany inaczej, w innej kulturze.

– Więc dlaczego wyjechałeś do Anglii? Czy tutaj jest lepiej niż w Polsce?

– Wyjechałem, bo moi rodzice znaleźli tutaj lepszą pracę. Przecież nie mogłem zostać w Polsce sam, więc… Cóż było robić?  Pojechałem z nimi. A gdzie jest lepiej?  Nie odpowiem. To sprawa indywidualna. Jednemu może się tu mniej podobać, drugiemu bardziej. Mimo iż się tutaj zaaklimatyzowałem, to gdy jest tylko okazja, jadę do swojego kraju, odwiedzić bliskich. Nigdy nie zapomnę skąd pochodzę – puentuje przyjaciel.

Codziennie spacerowałam po okolicy i dowiadywałam się coraz to różniejszych rzeczy o tutejszych obyczajach. Bardzo spodobało mi się to miasto, panuje w nim ciekawa atmosfera, lecz nie wyprowadziłabym się tam na stałe, ponieważ nie sprzyja mi klimat. Jeśli chodzi o kulturę, mogę powiedzieć to samo co mój przyjaciel wyżej, że byłoby pewnie ciężko się przestawić ale nie ma rzeczy niemożliwych. Nie współczuje przyjacielowi, bo wiem, że już się zaaklimatyzował i zżył poniekąd z Coventry, a to chyba najważniejsze, jeśli jest mu dobrze. Bardzo chętnie, gdyby była taka okazja, jeszcze raz bym tam pojechała, ale tym razem na dłużej. Jestem pewna, że większość ludzi, która przebywała w tym mieście, potwierdzi, że jest piękne i warto je odwiedzić.

Nadszedł niestety dzień, w którym musiałam się pożegnać ze znajomymi i wrócić do rodzinnego kraju. Dzień wcześniej wszyscy pomagali mi się pakować i, co było bardzo miłe, obdarowywali mnie upominkami, by mocniej zapisać się w mojej pamięci.

Poniedziałek 13 sierpnia, godzina 9.00. Dzień zaczyna się od pożegnalnego śniadania. Następnie szykuję się do wyjazdu. Około godziny 14.00 przechodzę odprawę na lotnisku i kieruję się do poczekalni. Już po odprawie siedzę w poczekalni wraz ze znajomymi. Za około 30 minut mam samolot.

Będę miło wspominała ten wyjazd, ale cieszę się z powrotu do domu. O godz. 19.15 samolot bez większych opóźnień ląduje na lotnisku w Katowicach. Wreszcie mogę przywitać się z rodziną i wrócić spokojnie do domu. Wycieczka była naprawdę niezwykła i na pewno przez długi czas będę ją wspominała.

Karolina Kondoszek

Reklamy