Galary przemszańskie

Galar jest to do 18 m długości a 8 m szerokości dochodząca niby wielka łódź drewniana, płaska z przodu i z tyłu nieco podniesiona nad wodą. Galar taki może udźwignąć 25 ton towaru i więcej. A zanurzy się przy tym ledwie na trzydzieści kilka centymetrów.   Na środku galara stoi niska buda, niby malutki domek drewniany, do którego można wejść tylko na klęczkach, a służy na nocleg tudzież do przechowywania narzędzi, ubrania załogi i wiktuałów. Na galarze są umocowane ruchomo długie drągi, na końcu, zanurzającym się w wodę, spłaszczone niby wielkie wiosła, które nazywają drygawki. Przednia część drygawki, którą się dzierży w ręce, nazywa się głowa, tylna część cal. Na dużym galarze bywały po cztery drygawki. Są też na galarze drągi grubsze, nie kute, służące do wstrzymywania galaru, a zowia się harpule, zaś flisak, który ma je w opiece i używa – to harpulownik. Deski służące do nakrywania przewożonej galarem soli lub pszenicy zowią się ferdeki. Młot drewniany do wbijania pala przy brzegu, przy którym przymocowują zatrzymujące się galary – to ślaga. Jest jeszcze na galarze zwykły, nieobrobiony duży kamień na długim sznurze, tak zwany pies, który niby kotwicę wrzuca się do wody, gdy się galar zatrzymuje – takie rewelacje objawił uczestnikom wtorkowego Spotkania przy kawie najbardziej rozpoznawalny jaworznicki kustosz – Bartłomiej Cieszyński herbu Drongh.
Obecnie Przemszą spławia się tylko inny jaworznicki oryginał, pan Rysio Karkosz, który potrafił dopłynąć aż do morza. Innych atrakcji nie ma. A kiedyś…
I to przez całe wieki (!) Przemsza była atrakcyjnym szlakiem, wykorzystywanym do spławiania wszelkiego rodzaju towarów. Po rozpoczęciu eksploatacji węgla myślano nawet (i to w czasach I i  II RP) o połączeniu Przemszy z… Dunajem! Austriaccy zaborcy nie dopuścili! A byłoby tak fajnie – kajakiem do Morza Czarnego!
Galary pływały z urobkiem z jaworznickich kopalń aż do lat pięćdziesiątych XX wieku. Któż o tym wie? Poza kustoszem z Muzeum m. Jaworzna? A dowiedziało się jeszcze kilkunastu uczestników kameralnego spotkania przy kawie, która czekała na chętnych. Była także herbata!
Dlaczego już nie pływają? I tu padła smutna informacja – kopalnie skutecznie osuszyły teren Jaworzna, niegdyś podmokły, bagnisty, z większą ilością rzeczek. Był nawet Żelazny Potok! Poznikało również wiele innych zasilających rzekę dopływów Przemszy. W Mysłowicach, Sosnowcu i dalej. Brynica to także dziś ledwie strumyk, a kiedyś rzeka dzieląca zabory. Przecież wokół rozwijał się przemysł  – nie tylko węglowy, a zawsze pochłaniający olbrzymie ilości wody. W efekcie z ponaddwudziestometrowej księżniczki wód, Przemsza zamieniła się w ledwie szesnastometrowego kopciuszka. I jak po niej pływać? Chyba tylko galarą.
Toteż miny zebranych rozjaśniły się, gdy usłyszeli, iż zostały podjęte przez Muzeum działania, by zbudować wg najlepszych wzorów galerę i udostępnić ją turystom, chcącym popłynąć Przemszą do Krakowa. I z powrotem. Padł nawet wielce oryginalny pomysł, by zbudować przetokę z Jelenia na Rynek i na takiej, znacznie krótszej, ale bez wątpienia ekspresowej trasie, testować łódź z budą w środku.
A może galarą do Trójkąta Trzech Cesarzy? Miejsca będącego nadzwyczajną atrakcją turystyczną u schyłku XIX wieku? Stąd można było zobaczyć w jednej chwili krajobrazy trzech miast należących do trzech państw:  pruskie Mysłowice, rosyjski Sosnowiec i austriackie Jaworzno. Przyjeżdżały wycieczki, wychodziły na szczyt wieży Bismarcka, przeprawiały się kładką zagranicę. Dziś w miejscu, gdzie łączy się Biała Przemsza z Czarną, jest trójkątny obelisk z nazwami miejscowości, krąg do pieczenia kiełbasek i kupy… także śmieci. Lecz ciągle może być atrakcja turystyczna z najprawdziwszego zdarzenia. Wystarczy odrobina chęci. A te się pojawiają – choćby zorganizowany niedawno rajd samochodowy po Trójkącie. I podobno włodarze miast się dogadują…

Z. Adamczyk

Reklamy