Walentynki od prehistorii po współczesność

Walentynki to wciąż jeszcze nowe i nieco kontrowersyjne święto zakochanych obchodzone, jakżeby inaczej – 14 lutego w dniu  św. Walentego, patrona zakochanych oraz osób chorych na epilepsję i choroby nerwowe. Ciekawe połączenie – czyżby miało coś sugerować?

Do polski walentynki trafiły w latach ’90 XX w. Początkowo konkurowały z tradycyjnym polskim świętem zakochanych, zwanym Nocą Kupały albo Sobótką, obchodzonym z 21 na 22 czerwca, w najkrótszą noc w roku. Niestety Noc Kupały całkowicie została wyparta przez walentynki. Na szczęście nie całkiem, bo w Krakowie ciągle dziewczyny puszczają tej nocy wianki Wisłą i szukają później przystojnego znalazcy.

Z okazji walentynek nasza szkoła zorganizowała przedstawienie, w którym ukazano miłość od prehistorii po współczesność.

Prehistoria pokazała dość drastyczny sposób okazywania miłości – zamiast bukietu – maczuga i po sprawie.

Jednak w starożytnej Grecji mężczyźni potrafili docenić urok kobiety, a kobiety często wykorzystywały swoją niebywałą inteligencję, aby osiągnąć upragniony cel.

I tak przeszliśmy do współczesności. W dobie gadu gadu, skype’a i smsów wyznanie miłości to już nie długi, pełen romantycznych uniesień list miłosny ale krótki, rzeczowy komunikat. Jednak dalej jest to niesamowite uczucie, ponieważ: „Miłość niejedno ma imię i niejedno oblicze. Jest ich tyle na świecie, że ich nie przeliczę!”

Przedstawienie było zabawne, a w szczególności ostatnia scena, w której dziewczyna zakochuje się przez Internet i opowiada ze szczegółami, jak przebiegała cała rozmowa na czacie. Widownia zareagowała pozytywnie – oklaskami, a nawet okrzykami, którymi dziękowano wykonawcom.

Ponadto tego dnia tradycyjnie rozdawane były walentynki z życzeniami, niektóre były nawet wierszowane, wcześniej zebrane od wielbicieli i wielbicielek. Pojawiło się kilka walentynek dla… nauczycieli. Zainteresowanie było duże – w skrzynce znalazło się kilkadziesiąt kartek, tych zwykłych w kratkę oraz parę ładnie zapakowanych w czerwoną kopertę.

Całe przedstawienie, chociaż organizowane na ostatnią chwilę, więc aktorzy byli mocno zestresowani, wyszło całkiem fajnie i zabawnie.

Dagmara Helbin

1

2

3

4

Advertisements